O autorze
Żaneta Geltz - autorka serwisu dla alergików hipoalergiczni.pl, wyróżnionego Asem Odpowiedzialnego Biznesu w 2013, właścicielka agencji brandingowo-wydawniczej GELTZ MEDIA, która jest wydawcą drukowanego Magazynu Hipoalergiczni.

Felietonistka magazynów Yoga & Ayurveda i GoOrganic, prelegentka podczas wydarzeń "Babski Dzień", "Mother & Baby", "Dni Alergii" i innych., a także Jurorka podczas prozdrowotnych konkursów w Polsce i w Danii.

Wspiera crowdfundingowe projekty proekologiczne, a także organizacje działające na rzecz alergików. Założyła Stowarzyszenie HAPPY EVOLUTION GLOBAL ASSOCIATION, by działać pro bono i umożliwić Czytelnikom praktyczne zastosowanie wiedzy zgromadzonej dzięki setkom przeprowadzonych wywiadów z ekspertami. Jest autorką eBooka "Happy Evolution – 10 kroków do zdrowia, szczęścia i równowagi", który daje prostą receptę na szczęście, dzięki naszej własnej, świadomej pracy nad sobą. Z wykształcenia lingwistka, wielbicielka Skandynawii.

Jak robić, żeby zrobić? „Lewa noga” czy prokrastynacja?

Fot. Jordan Mike
Jeśli najważniejsze i najgrubsze tematy ciągle przekładasz „na jutro” albo wolisz zajmować się pomaganiem innym, odpowiadaniem na maile, zaglądaniem na social media, zamiast wziąć się za napisanie swojej książki, opracowanie kalkulacji dla szefa lub skonstruowanie oferty promocyjnej swojego bloga, to znaczy, że dopadła cię słabość zwana „prokrastynacją”.

Nawet małym dzieciom zdarza się wstać "lewą nogą" i postawić weto na wszystko, co przyniesie ten jeden dzień. Ale co robić, kiedy zdarza nam się "mieć lenia" od wielu tygodni lub miesięcy i nie mamy pojęcia, jak zabrać się za listę rzeczy do zrobienia lub marzeń do realizacji? Trwając w codziennym rytuale dnia monotonnej pracy i uzupełniania zapasów w lodowce, brakuje nam pomysłu, jak przerwać ten nieustanny przebieg dni bez większego znaczenia..



Żyć po to, żeby zarabiać?
Kiedy cudem unikniemy wypadku, wyjdziemy z przewlekłej choroby lub stracimy bliską osobę, nagle weryfikujemy priorytety i oprócz zmiany życia, natychmiast podejmujemy kroki do realizacji pomysłów czekających cierpliwie w zakurzonej szufladzie: stawiamy bloga, zamieniamy butik z lakierami do paznokci na ekokawiarnię, rzucamy pracę w korporacji na rzecz szytych ręcznie pieluszek wielorazowych, wyprowadzamy się z dużego miasta na wieś i hodujemy warzywa. Jednak nie każdy jest wyrwany z trybu „pracy, by zarabiać na rachunki”, więc możemy w tym trwać przez długie lata, a nawet przez całe życie. Musi zdarzyć się coś mocnego, czasami wstrząsającego, byśmy zrozumieli, że samo zarabianie czy praca bez najprawdziwszego zaangażowania, szczęścia nam nie przyniesie. Co więc może sprawić, abyśmy wyrwali się ze szponów szarej codzienności?

Out of the Box
Jeśli systematycznie wykonujemy określone czynności i niemal bezrefleksyjnie planujemy dzień po dniu, tygodniu po tygodniu w trybie "żeby przetrwać", raczej nie powinniśmy oczekiwać, że przytrafi się nam coś szczególnego. Co więc zrobić, by zobaczyć siebie z boku?
- jeśli jesteś zamożnym człowiekiem, to warto przeżyć tydzień lub dwa za 1/10 kwoty standardowej w nowym środowisku,
- jeśli jesteś mamą, warto zorganizować opiekę dla dziecka na tydzień i wyjechać z partnerem w góry lub na włóczęgę po Europie,
- jeśli jesteś zapracowanym menedżerem pozbawionym energii, warto porozmawiać z prezesem lub przełożonym o swoich rozterkach i obiecać tygodniową pracę nad autorozwojem i pochłonąć chociaż 2 książki od deski do deski przy całkowicie wyłączonych ekranach (zarówno telefonu jak i laptopa),
- jeśli jesteś studentem, zarośniętym książkami po sufit bez dopływu „tlenu” i perspektywy na odpoczynek, skorzystaj z „domowej terapii” w postaci wyjazdu do rodziców, skosztowania domowych obiadów, mis pełnych owoców, chwili rozmowy na słońcu, by nabrać dystansu i energii,
- zrób coś, czego nie robiłeś dotychczas, w innym miejscu niż zawsze, w innym towarzystwie i minimalnym kosztem.

Spojrzenie na siebie choć przez chwilę z nieco innej perspektywy, pozwoli wyjść z codziennego rytuału, który mógł stać się źródłem poczucia braku sensu naszego poświęcenia, bezcelowości naszej pracy czy początkującej depresji. Złe samopoczucie jest systemem wczesnego ostrzegania ciała, co jest najlepszym sygnałem i zachętą do samoobrony, w postaci wyjścia z naszego pudełka. Czasami wystarczy nawet jedna, wielogodzinna, dobra rozmowa z przyjacielem lub członkiem rodziny, który ma już w życiu tak zwany „life balance”.

Pracuj mniej, zrób więcej
Kiedy nie widzimy w dalekiej perspektywie ważnego celu naszego codziennego "tkania dywanu życia", prędzej czy później tracimy z oczu świecącą latarnię. Zaczynamy płynąć w trybie surwiwalowym, chcemy zapewnić nawodnienie, pożywienie i przetrwać kolejny dzień. Gdy damy sobie jeden dzień lub tydzień wytchnienia, wyjdziemy z pudełka, przemyślimy swoje wymarzone cele, wychylimy głowę ze swojej rutyny i zaczniemy wdrażać godne zastosowania porady lub złote zasady organizacji, może okazać się, że dzięki odzyskanej motywacji, poświęcimy mniej czasu na czynności, które wypełniały nam cały dzień lub określimy, jakie sprawy możemy zlecić innym, by zająć się czymś naprawdę ważnym.

Prokrastynator unika pierwszego kroku
Rasowa ofiara prokrastynacji będzie unikać wykonania, ba! zdeklarowania, że zrobi pierwszy krok. Na to zawsze przyjdzie pora, ale nie dziś, nie teraz. Wiadomo przecież, że zrobienie pierwszego etapu zadania jest już jak zrobienie połowy, bo to najtrudniejszy krok. Sposobem na to, by zwalczyć w sobie prokrastynację jest:
1. Odpowiedz na pytanie: co mnie powstrzymuje, by to zrobić?
Powiedzmy, że odpowiedź brzmi, że czegoś ci brakuje, więc odpowiedz sobie, skąd to można zdobyć.
2. Słoń w plasterkach: złap ołówek i narysuj na kartce w notesie, jak najsensowniej podzielić zadanie na 5-10 etapów, dodaj imiona osób, które mogą cię wesprzeć przy każdym etapie.
3. Zamień stolik na ławkę w parku: jeśli codziennie siedzisz w jednym miejscu i dopada cię bezsilność, bo widzisz nadmiar zadań, zabierz tylko kartki i długopis i rusz do parku rowerem albo wyceluj w biuro cooworkingowe, w którym spotkasz ciekawych ludzi, ktoś ci pomoże.
4. Mały kęs na początek: dzieci też nie lubią na początku zniechęcić się porażką, więc lepiej podjąć się tak prostego zadania, że szybciutko je zrealizujesz i przejdziesz dalej, jak na wyższy poziom w grze komputerowej. Może to szkic całego projektu z zastosowaniem kolorowych kredek?
5. Notuj to, co zrobiłeś i planuj kolejny etap: jak tylko dokończysz pierwszy etap zadania, zanotuj sobie od razu kroki etapu drugiego. Ale tylko drugiego. Połóż na blacie w łazience, kartkę na komputerze, liścik na telefonie. Nie uciekaj od realizacji.
6. Doceń każdy krok: poradziłeś sobie sam ze sobą, to najtrudniejsze zadanie, pomyśl jak sobie za to podziękujesz. Nowa koszula? Przejażdżka rowerem? Wieczór z koleżankami? Pochwal się swoim dokonaniem komuś, kto cię zmotywuje do dalszej realizacji. Najładniejsza koleżanka z pracy?
7. Kogo podziwiasz? Jeśli dotychczas nie udawało ci się zrobić niczego szczególnego, a chcesz czuć się świetnie, to musisz zrobić coś innego, inaczej niż do tej pory, wyjść ze swoich „ścieżek”. Najlepiej określ, kto jest twoim wzorem i jeśli możesz, to poradź się tej osoby, jak osiągnęła swój cel albo przeczytaj biografię słynnych bohaterów sukcesu, by poznać, jakie były ich początki i w jakim wieku złamali swój schemat.

Uprzątnij ogródek lub biurko,
czyli jak się przygotować.


Najpierw JA
Gdy w samolocie stewardessa instruuje, jak postępować w razie katastrofy lotniczej lub wodowania, słyszymy, że matka musi założyć maskę tlenową najpierw sobie, potem dziecku. To nie dlatego, że dziecko jest mniej ważne, tylko dlatego, że najpierw trzeba ocalić lokomotywę, a potem wagoniki. Jeśli nie będziemy wiedzieć, co nam daje radość życia, by móc "góry przenosić", to trudno oczekiwać, by nasz proces budowania przebiegał pomyślnie. Wniesiemy wtedy smutek, wyrzuty, kompleksy, żal, przemęczenie, irytację i zniecierpliwienie.
Dopiero, gdy postawiłeś sobie za cel realizację dawno opracowanego pomysłu na markę, firmę, nową pracę lub całe życie, stajesz się wyposażony w tak zwane turbodoładowanie, wyzwalające niespotykane wcześniej dawki energii.

Uporządkuj: ważne - nieważne
Gdy naprawimy swój plan i znajdą się tam ważne rzeczy, warto wyrzucić z listy sprawy, które nam nic nie dają, a jedynie zabierają czas i dobry nastrój, do tego uszczęśliwiając niewdzięczne osoby. Słuchając głosu swojego instynktu, dość szybko zorientujemy się, która relacja nam nie służy i nauczymy się zręcznie odmawiać wsparcia tym, którzy roszczą sobie prawo, by systematycznie podbierać drewno z naszego zapasu, do rozpalania swojego ogniska. Taka weryfikacja listy spraw i relacji, to wyzwolenie sporych zasobów, które pozwolą nam na wygospodarowanie czasu na ważne rozmowy z inspirującymi mentorami. Zrób listę rzeczy: Ważne/Nieważne.

Mniej znaczy więcej
Kiedyś uznawałam siebie za doskonałego robota wielofunkcyjnego, uprawiającego tzw. "multitasking", czyli wielozadaniowość. Wydawało mi się, że jednoczesny dozór kilkunastu tematów - od grafiki, przez redakcję, wydarzenia, gotowanie, mailowanie, dzwonienie i praca w kilku firmach na raz - jest czymś, co świadczy o mojej niebywałej wydajności.
Jednak po kilku latach okazało się, że to jest kompletnie nieefektywne, gdyż często mijał dzień i żadne ważne zadanie nie zostało zrealizowane. Na drugi dzień znów pojawiło się kilkanaście niezaplanowanych zdarzeń i zadania znów przeszły na kolejny dzień. Odczuwałam już wtedy brak sensu tego, co robię, mimo, że wyglądało na to, iż zajmują mi czas same ważne rzeczy. To jednak dziesiątki maili rozbijały mi czas najbardziej efektywnego przedziału dnia, nieumówione telefony potrafiły zabrać cenną przerwę na owoc lub sałatkę, by z kolei pozbawić mnie energii na drugą połowę dnia. Ciągłe przełączanie "z tematu do tematu" sprawiało, że nie ukończyłam żadnej z 6 zaplanowanych czynności.

W końcu na zajęciach sportowych zrozumiałam, że gdy chce się w pełni koordynować ciało, to trzeba być całkowicie skupionym na tej JEDNEJ czynności. Niektórzy rozpoczynają zajęcia z jogi, inni zaczynają się modlić lub medytować, a jeszcze inni wsiadają na rower. Warto jednak podjąć „coś”, co pozwala nam na dłuższe myślenie, obmyślenie wszystkiego, przemyślenie opcji do wyboru, „za i przeciw”. Naukowcy udowodnili, że właśnie jazda na rowerze sprawia, że jesteśmy bardziej inteligentni, gdyż mamy fantastyczny czas ze sobą podczas jazdy i dzięki dotlenieniu mózgu – nasza głowa myśli najlepiej.

Od czasu, gdy wyznaczam sobie 2-3 zadania dziennie, nie przesadzając z ich ilością również w skali tygodnia, udaje mi się zrealizować praktycznie wszystko i jeszcze więcej. Motywacja rośnie, bo jestem zadowolona z siebie, a inni obserwują większy poziom relaksu w moim zachowaniu, bo nie okazuję już zdziwienia, gdy widzę odpoczywających kolegów (myślących nad czymś lub nad „niczym”, bo właśnie chwytają swój balans).

Zarządź sobą:
• Nie siadaj do komputera i nie bierz do ręki telefonu jako pierwszej rzeczy od rana. Najpierw obmyśl dzień, jak go wykorzystać, by przybliżył cię do celu (Więcej zamówień? Zdrowszy posiłek? Randka z partnerem? Porządki w garażu?).

• Znajdź osobę, która może ci pomóc w zadaniach, które łatwo powierzyć, bez szkody dla rezultatu. Do takich czynności z pewnością należą zakupy lub porządki w domu, a także przygotowanie dokumentów dla księgowości lub przygotowanie spotkań na kolejny tydzień. Pomyśl o asystentce.

• Kiedy i ile czasu przeznaczasz na odpoczynek. Bez tego twoja lokomotywa daleko nie zajedzie. Zapisz na ścianie, na kartce, na ekranie: „Pojadę [tu i tu], na 5 dni, raz na kwartał”.

Zadbaj o to, co jesz. Na przykład uzupełnij: magnez (naturalna czekolada, melasa z karobu lub cytrynian magnezu), potas, jod, selen, witaminę C, A i D3, a także tłuszcze roślinne: oliwy do sałatek, olej kokosowy do smażenia, wyrzuć tłuszcze trans, cukry rafinowane, pszenicę i nabiał (chyba, że mają listek BIO). Zredukuj mięso do kilku posiłków miesięcznie lub znajdź źródło dobrej klasy wołowiny, gęsiny czy kaczych udek i piersi. Zapewnij sobie to, co najlepsze.

Opisz swój najgorszy etap w życiu, którego się obawiasz: żona cię zostawi, stracisz pracę, zachorujesz na nieuleczalną chorobę, ktoś ukradnie ci nowiuteńkie auto, stracisz przyjaciół. Co takiego musi się wydarzyć, abyś przyspieszył realizację swojego najlepszego planu na życie?

Jedna nowa rzecz, ale codziennie. Jeśli trudno ci odłożyć bieżące tematy na bok, by zacząć pisać książkę lub uruchomić produkcję nosideł czy chust, napisz sobie 7 zadań na tydzień i zrób jedno na dzień. To jak jazda na rowerze, najgorzej wskoczyć na samym początku.

Wizualizuj sobie siebie po dokonaniu tych rzeczy, które ciągle odkładasz. Czy to jest baletnica na scenie, czy zauroczony bezdrożami podróżnik na Zanzibarze, to już kwestia twojej wyobraźni, ale nie zamykaj się na odważne, wręcz zuchwałe wyobrażenia.

Jak pójdzie źle, przyjmij z radością „wtrącenie się losu”. Nie wszystko, co zaplanowałeś jest dla ciebie najlepszą opcją. Za 10 lat twoje pozorne potknięcia, utrata dobrze płatnej pracy, rozstanie z małżonkiem, a nawet choroba – mogą okazać się najostrzejszym, a także najbardziej potrzebnym skrzyżowaniem w życiu, gdzie należało wziąć inny skręt, niż wstępnie planowałeś. Przyjmuj zmiany z pokorą. Jak to kiedyś ujęła w rozmowie ze mną Emilia Żurek, somatoterapeutka, która koiła moje zdenerwowanie: „Dzieje się najlepsza dla ciebie opcja. Przyjmij ją.”

To, że jesteś cały czas czymś zajęty, nie znaczy, że czegoś dokonujesz. Może właśnie sam siebie okłamujesz i wprowadzasz „wypełniacze” dnia, by nie ruszyć tematu, który jest dla ciebie najważniejszy. Czy prokrastynacja to twoja słabość? Skróć drastycznie czas, jaki masz na ukończenie czynności, zobaczysz jak potrafisz zwiększać efektywność. Zamień słowa „muszę to zrobić” na „zrobię to i jak skończę, pójdę na lunch”. Sam zrób dla siebie sałatkę, zadbaj o dobre towarzystwo, gdy będziesz ją jadł. Zasłużyłeś na najlepsze. Zacznij teraz.

Więcej o projekcie Happy Evolution tutaj >>
Trwa ładowanie komentarzy...